Skip to main content

Z jak zakwasy

By blog

Konfucjusz twierdził, że naprawę państwa należy zacząć od naprawy pojęć. Parafrazując te słowa w kontekście treningu pokuszę się o stwierdzenie, że skuteczną naprawę organizmu po wysiłku należy zacząć od naprawy pojęć. A pojęciem, które w mojej opinii wymaga naprawy są legendarne „zakwasy”. O tym czym one są, a czym z pewnością nie są, oraz jak radzić sobie w sytuacji, gdy już wystąpią, przeczytacie w poniższym artykule.

Czym jest autentyczny zakwas?

Omówienie procesu powstawania wymaga wpierw wytłumaczenia pochodzenia samej jego nazwy. Otóż pojęcie zakwasu pochodzi od kwasicy metabolicznej, tj. reakcji powstającej na drodze przemian energetycznych beztlenowych. Kiedy w trakcie glikolizy beztlenowej dochodzi do wytworzenia kwasu pirogronowego oraz NADH, a z racji tego, że oba związki nie mogą ulec szybkiemu utlenieniu, w konsekwencji dochodzi do reakcji między nimi czego produktem jest kwas mlekowy, podlegający szybkiej dysocjacji do postaci mleczanu oraz jonu wodorowego.

Następnie mleczan wraz z jonami wodorowymi dyfunduje do krwi, dzięki czemu maleje ich stężenie wewnątrz włókna mięśniowego. Aby doszło do zakwaszenia mięśnia stężenie jonów wodoru w jego wnętrzu musi wzrosnąć, a co za tym idzie jego pH musi obniżyć swą wartość z 7,0 (100 nmol/l) na 6,5, a nawet niżej. Osiągnięcie pH rzędu 6,3 powoduje upośledzenie działania enzymów katalizujących przebieg reakcji biochemicznych, zarówno tlenowych, jak i beztlenowych.

Stwierdzono również, że wzrost stężenia jonów H oraz fosforanowych zmienia warunki reakcji hydrolizy ATP. Ilość uwalnianej energii w trakcie tej reakcji jest tym mniejsza, im większe jest stężenie produktów reakcji. Zmiany te mają znaczący wpływ na funkcjonowanie włókna mięśniowego.
Ponadto wzrost stężenia jonów wodorowych powoduje: upośledzenie skurczu mięśnia, drażnienie wolnych zakończeń nerwowych utrudniając pobudzanie mięśni do pracy, uczucie pieczenia w mięśniu w trakcie wykonywania wysiłku. Można zatem uznać, że to właśnie jony wodorowe prowadzą do kwasicy, zaburzeń metabolicznych a także upośledzenia przewodnictwa nerwowo-mięśniowego.

Jak w takim razie doprowadzić do takiego stanu w warunkach treningowych?

Otóż kluczem do zaistnienia tejże sytuacji jest intensywność realizowanego treningu. A kwasicę możemy osiągnąć już przy obciążeniu ~60-80% VO2max, przy którym to dochodzi do wzrostu komponenty przemian beztlenowych. Natomiast jeśli intensywność naszego wysiłku będzie wynosić >80% VO2max, wtem odnotuje się ciągły wzrost stężenia kwasu mlekowego (>4 mmol/l) we krwi aż do chwili zmęczenia i zaprzestania wysiłku. Jednakże stężenie mleczanu we krwi i mięśniach normalizuje się szybko po zakończeniu wysiłku, a bolesność mięśni występująca w trakcie wysiłku zanika w ciągu kilku minut, przy skrajniejszych sytuacjach może trwać kilka godzin.

Czym więc zakwas nie jest?

Zapewne znacie ten stan sztywności, bolesności oraz tkliwości mięśniowej upośledzającej nasze zdolności ruchowe, pojawiającej się dzień po intensywnym bądź długotrwałym treningu i osiągającej swe apogeum 24-72h po tym zdarzeniu. Po przeanalizowaniu powyższego fragmentu już pewnie się zorientowaliście, że to co nazywaliście nierzadko zakwasami w rzeczywistości nimi nie były. A więc czym?
Otóż opisany stan kryje się pod nazwą „opóźnionej bolesności mięśni” (ang. DOMS – delayed onset of muscle soreness). Prawdopodobnie spowodowana jest obrzękiem, zniszczeniem komórek mięśniowych z wyciekiem cytoplazmy do przestrzeni międzykomórkowej oraz towarzyszącym temu stanom zapalnym. Markerem określającym skalę opisanych mikrourazów jest stężenie osoczowej kinazy kreatynowej. DOMS występuje zwłaszcza po skurczach ekscentrycznych, a także po intensywnym wysiłku oporowym angażującym nowe grupy mięśniowe.

Jak sobie radzić?

Na koniec warto wspomnieć o metodach, które pomogą nam przetrwać DOMS i przygotować się do kolejnej jednostki treningowej.
Wśród środków, które mają pomóc nam to osiągnąć, występują:

  • masaż (w tym automasaż z wykorzystaniem np. rollera),
  • krioterapia,
  • stretching po treningu,
  • aktywność ruchowa o niskiej intensywności,
  • suplementacja (tauryna, bcaa, hmb, l-karnityna, l-cytrulina, kurkumina, krokus, kwasy omega-3 oraz kofeina).

Jednakże pamiętajcie, że lepiej zapobiegać niż leczyć. A więc wyeliminujcie długie przerwy między waszymi treningami, a pozbędziecie się głównego źródła problemu. Choć oczywiście DOMS-u zupełnie nie unikniecie.

Trener Mateusz

Fot. Jesper Aggergaard/ Unsplash
Przeczytaj też H jak Hashimoto

 

H jak Hashimoto

By blog

Choroby autoimmunologiczne są obecnie bardzo często występującymi schorzeniami. Ich przyczyną jest nieprawidłowo działający
układ odpornościowy, który atakuje komórki własnego organizmu. Jednym z bardzo „popularnych” schorzeń, o którym chciałbym dziś opowiedzieć, jest Hashimoto.

Tkanki niszczone przez system immunologiczny to m.in.:

  • tarczyca (choroba Gravesa-Basedowa, Hashimoto),
  • trzustka (cukrzyca typu 1 -insulinozależna),
  • tkanki układu nerwowego (stwardnienie rozsiane),
  • tkóra (łuszczyca, bielactwo, łysienie plackowate),
  • stawy (reumatoidalne zapalenie stawów, zesztywniające zapalenie stawów kręgosłupa, łuszczycowe zapalenie stawów),
  • jelita (choroba Leśniowskiego-Crohna, celiakia),
  • nadnercza (choroba Addisona),
  • żołądek (anemia złośliwa).

W każdym przypadku zaburzone zostają funkcje narządu lub układu, który jest przedmiotem agresji. Nie dzieje się to jednak od razu. Jeśli na przykład celem systemu odpornościowego stanie się tarczyca, to objawy nieprawidłowego działania tego narządu wystąpią dopiero w momencie znacznego uszkodzenia tkanki. Doprowadzi to do niedoczynności. W chorobach autoimmunologicznych mogą minąć lata, zanim nasze schorzenie ujawni się.

Często dopiero wtedy stawiana jest prawidłowa diagnoza, co możliwe jest dzięki następującym badaniom:
USG tarczycy, przeciwciała antyTPO i antyTG, TSH, FT3 i FT4. Stan zapalny tarczycy widoczny będzie na obrazie USG. Podwyższony
poziom TSH i/ lub obniżony poziom FT3 i FT4 świadczy o niedoczynności tarczycy.  Natomiast o tym czy ma to podłoże
autoimmunologiczne przekonujemy się po zbadaniu przeciwciał (wysoki poziom). To ostatnie badanie warto wykonać nawet, jeśli
hormony (FT3, FT4 i TSH) będą w normie. Same przeciwciała również nie przesądzają, że mamy do czynienia z Hashimoto,
ponieważ ich podwyższony poziom występuje też w innych chorobach. Musimy jednak wiedzieć, że w przeważającej ilości
przypadków niedoczynność tarczycy ma podłoże autoimmunologiczne.

Leczenie

Konwencjonalne leczenie polega na ogół na podaniu syntetycznych hormonów T4. Zazwyczaj jest to euthyrox lub
letrox. Niestety w żaden sposób nie adresuje to problemu z układem odpornościowym, a pacjenci nadal czują się źle. Dochodzi jeszcze
problem samego leku. Zanim T4 zacznie realnie wpływać na funkcjonowanie naszego organizmu, musi zostać przekształcone w jej
aktywną formę czyli T3. Przy ogólnoustrojowym stanie zapalnym (co ma miejsce w chorobach autoimmunologicznych), taka konwersja jest
utrudniona.

Objawy, które może odczuwać pacjent to:

  • Zmęczenie
  • Senność
  • Przyrost masy ciała
  • Poranne bóle głowy
  • Depresja
  • Słaba pamięć i problemy z koncentracją
  • Zaparcia
  • Zaburzenia miesiączkowania, niepłodność, spadek libido
  • Uczucie zimna
  • Stany lękowe
  • Wolne tętno i niskie ciśnienie krwi
  • Problemy z krążeniem
  • Brak odporności
  • Problemy trawienne (np. niestrawność)
  • Trudno gojące się rany
  • Sucha skóra
  • Wypadanie włosów
  • Niska temperatura ciała
  • Obrzęki twarzy, rąk i nóg
  • Bóle stawów i mięśni.

Dieta w Hashimoto

Jeżeli samo przyjmowanie hormonów nie przynosi oczekiwanych rezultatów, pomocne mogą okazać się właściwe odżywianie i
suplementacja. Dieta eliminacyjna potrafi skutecznie zmniejszyć objawy Hashimoto, czyli doprowadzić do remisji choroby. Należy
wtedy zastosować następujący protokół:

  1. Wykluczamy produkty, które wywołują reakcje ze strony układu odpornościowego:
    Wszystkie zboża (pszenica, żyto, owies, orkisz, jęczmień, gryka, ryż i inne), nabiał, jajka, warzywa(strączki, ziemniaki, pomidory, papryka, bakłażan, surowy kalafior i brokuł – gotowane można jeść), alkohol, cukier, słodziki, syrop glukozowo-fruktozowy, tłuszcze trans (słodycze, margaryny, batony, chipsy itd.), tłuszcze omega 6 (większość orzechów, pestki dyni i słonecznika).
  2. Dieta powinna opierać się na poniższych produktach: mięso i podroby (drób, wołowina, wieprzowina), ryby, warzywa (z wyjątkiem tych wymienionych powyżej), owoce, tłuszcz jako źródło energii (awokado, oliwki, oliwa, mleko i olej kokosowy, masło ghee, tłuszcz zwierzęcy – smalec).
    W miarę możliwości należy wybierać produkty ekologiczne, czyli takie, przy których produkcji nie używa się pestycydów, herbicydów,
    antybiotyków i hormonów.
  3. Suplementacja: witamina D3, probiotyki, jod (może być problematyczny przy zbyt małej ilości selenu), selen, Omega 3, witamina A, witamina E.Powyższy schemat odżywiania i suplementacji powinien przynieść poprawę stanu zdrowia w okresie od 1 do 3 miesięcy. Po tym czasie można stopniowo wprowadzać pojedyncze produkty z zachowaniem zasad zdrowego żywienia.

Do zobaczenia na treningach!

Trener Adam
Polecamy też lekturę Blog – czas start!
Fot. EMI/ Unsplash

Blog – czas start!

By blog

Po co blog? Bo chcemy edukować i inspirować naszych klientów. Zaczynamy od kilku zdań od szefa.

Nazywam się Rafał Parzych. Jestem pomysłodawcą oraz twórcą Body Design. Nieskromnie dodam, że udało mi się zgromadzić wokół siebie fantastycznych ludzi i specjalistów z pasją. Razem tworzymy zespół, który poznacie, jeśli będziecie śledzić naszego bloga. Specjalizujemy się w treningu z opieką trenerską.

Z pozoru jest to miejsce jakich wiele. U nas też można szlifować swoją formę fizyczną. Jednak jest wiele rzeczy, które wyróżnia Body Design i czyni nas jednym z wyjątkowych miejsc na treningowej mapie Polski.

 

Wyjątkowa koncepcja

Trenując u nas poczujesz się jak profesjonalista. Nad każdą osobą u nas ćwiczącą pracuje sztab, na który składają się wszyscy nasi specjaliści.

Kameralność

Dysponujemy ponad 300 m2 powierzchni studia. Dbamy o ograniczoną  liczbę osób ćwiczących tak, aby każdy poczuł się jak na prywatnej siłowni.

Blog - czas start!

Najwyższej klasy sprzęt

Dysponujemy sprzętem do treningu najwyższej klasy. U nas ćwiczysz na urządzeniach marki Queenax, Vertimax, Technogym (Artis Series), które często znajdziesz w najlepszych klubach sportowych na świecie.

Wykwalifikowani trenerzy

W skład zespołu wchodzą wykwalifikowani specjaliści, o których więcej w zakładce Nasz Team. Poznacie ich bliżej także śledząc artykuły na naszej stronie w zakładce BLOG.

Do zobaczenia w Body Design!

Rafał

Fot. Zofia Kowalczyk

Wywiad w branżowym czasopiśmie Magazyn Fitness Biznes

By Aktualności

W lutym w branżowym czasopiśmie Magazyn Fitness Biznes ukazał się wywiad z Rafałem Parzychem, właścicielem studia Body Design. Wywiad możecie przeczytać przed lub po treningu w dostępnych w studiu egzemplarzach magazynu lub online – LINK.

Oto fragment:

Zanim spełniłeś marzenie o własnym biznesie przeszedłeś długą drogę od trenera na siłowni i instruktora sportu do trenera motorycznego, co zresztą wykorzystujesz w pracy także ze sportowcami. Jak oceniasz ten krok w biznesową samodzielność z perspektywy czasu?

Rafał Parzych: ‒ Teraz się cieszę, że wtedy podjąłem taką decyzję. Natomiast pierwsze dwa lata to był naprawdę ciężki czas. Myślę, że nawet cięższy niż czas pandemii. Musiałem się zmierzyć z czymś zupełnie dla mnie nowym. To był mój pierwszy biznes. I mimo że
czułem, że jestem gotowy na ten krok, to wcale nie byłem przygotowany. Nie wiedziałem, na co się porywam.
Byłem przekonany, że najważniejsze jest moje przygotowanie merytoryczne i wymyślona koncepcja studia.

Tymczasem to kwestie pozatreningowe kosztowały mnie najwięcej bólu głowy. Z dnia na dzień musiałem
się stać ekspertem w wielu dziedzinach, bo przecież nie stać ani mnie, ani chyba żadnego trenera rozpoczynającego własną drogę na zatrudnienie rzeszy ekspertów. Ta wielowątkowość, z którą trzeba się zmierzyć przede wszystkim na początku istnienia studia, wygenerowała
u mnie dużo stresu. Pierwsze lata działania studia to była niezła szkoła życia, której się chyba nie spodziewałem. Ale mimo to nie żałuję.

Czasem lepiej nie wiedzieć, co cię czeka, bo wtedy bardziej odważnie wchodzi się do głębokiej wody. Ale przyznam, że bez bliskich osób,
które mnie wspierały i wspierają, nie byłbym w tym miejscu, w którym jestem.